poniedziałek, 14 października 2013

CHRISTIANIA - PAŃSTWO W MIEŚCIE

„Eksperyment społeczny” to oficjalna, rządowa nazwa proklamowanego w 1971 roku Wolnego Miasta Christiania. Na obszarze wielkości 34 hektarów, w centrum Kopenhagi, w miejscu byłej bazy wojskowej grupa zapaleńców, hipisów, outsiderów założyła miasto w mieście. Nie dziwi to specjalnie, biorąc pod uwagę nastroje po 1968 roku, ale niebywały jest fakt, że miejsce funkcjonuje do dziś. Wspólnota licząca od kilkuset do kilku tysięcy (w okresie szczytowym) mieszkańców stworzyła alternatywne miasteczko ze szkołami, przedszkolami, knajpami, galeriami, lokalnym radiem, stacją telewizyjną, z ożywionym życiem kulturalno-towarzyskim. Zakazała poruszania się samochodami, twardych narkotyków czy używania broni. Miejsce przez lata było wolne od obecności i kontroli policji, przez co stało się atrakcyjne dla osób będących na bakier z prawem. Zła w oczach przeciętnego mieszczucha sława nie odstraszyła turystów, którzy tłumnie odwiedzają to miejsce.
Mimo utopijnych wręcz założeń i borykania się z licznymi problemami Christiania przetrwała kilkadziesiąt lat. Najtrudniejsze okazały się ostatnie lata, od czasu dojścia do władzy w 2001 roku Konserwatywnej Partii Ludowej. Konserwatystom nie podobało się wiele rzeczy, ale najbardziej drażniącą kwestią była słynna Pusher Street, na której legalnie, w odróżnieniu od całej Danii, można było kupić haszysz i marihuanę. Walka z handlem konopiami nie należała do lekkich, prowadzono obławy, aresztowania dilerów. Władze dopięły swego, choć być może będą tego żałowały, gdyż rynek nie znosi luki. Wojny gangów, które przejęły interes po handlarzach z Pusher Street, rozprzestrzeniły się na całą Kopenhagę. 

Kolejnym krokiem do rządowej normalizacji dzielnicy było „uprzątanie” terenu, czyli rozbiórka nielegalnych domów oraz obowiązkowa elektryfikacja. Policja już swobodnie porusza się po terenie, mieszkańcy muszą płacić nałożone na nich podatki, ale zakaz palenia w miejscach publicznych nie jest przestrzegany. Próba sił między władzą a mieszkańcami trwa, choćby na polu własności prywatnej, której ci drudzy nie uznają.